Słowacka pętla

Podaj dalej...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Nadeszły w końcu jesienne długie wieczory, chłodne rześkie poranki, w górach już dawno spadł śnieg a w dolinach już wyzbierano wszystkie kasztany. Jadąc do pracy, leniwie podnoszę powiekę… w dniach, w których nie ma mgły widać jeszcze kolory jesieni. To dobry czas, żeby wrócić wspomnieniami do ostatnich dni lata, dla kronikarskiego porządku uzupełnić wpis o wykapce na Słowację a potem w spokoju oczekiwać aż spadnie śnieg, zasypie leśne drogi i da o sobie znać „swędzenie rakiet” – wstanę o czwartej rano, zarzucę plecak z termosem i pójdę się powłóczyć z dala od… wszystkiego.[dwa-lata]

Czołówka (w znaczeniu latarka czołowa) po raz pierwszy przydała się już w trakcie kontroli biletów w „elektrycznym pociągu pozbawionym prądu” relacji Inowrocław – Poznań. Znowu udało nam się wsiąść do dalekobieżnego autobusu (co zawsze wiąże się z dużą dozą niepewności) i w końcu w czwartkowe przedpołudnie (a może późny poranek) wyciągamy na Łysej Polanie plecaki z tyłu tradycyjnego busa prowadzonego przez tradycyjnego górala. Tradycja jednego i drugiego polega na tym, że nigdy nie ma zbyt dużo miejsca na nogi (chyba że się siedzi na fotelu koło kierowcy), zabiera się tylu, ilu uda się zabrać (przy czym minimalna ilość pasażerów pozwalająca na wyruszenie to liczba nie mniejsza niż maksymalna ilość pasażerów przewidziana przez konstruktora) i nie ma miejsc, w których nie można tego zrobić (pojazd ma nadzwyczajne możliwości zatrzymania się w dowolnym miejscu w celu zabrania pasażerów).

Na przełęczy

Maszerujemy zatem asfaltową drogą w kierunku Jaworzyny, gdzie wchodzimy na zielony szlak wiodący Doliną Jaworową. Zmniejszamy co jakiś czas masę plecaków m1 zwiększając równocześnie masę ciała m2, co jednak przy zwiększonym wydatku energetycznym E nie powinno rodzić negatywnych konsekwencji. Zdarzają się też mikro- i minidrzemki. Z tą pierwszą mamy do czynienia, gdy zbiór otaczających nas osób w momencie jest rozpoczęcia i zakończenia jest taki sam. Ta druga przytrafiła nam się w okolicach mostku nad Jaworowym Potokiem, gdzie szlak przechodzi na jego prawy brzeg. Kiedy otworzyłem oko nie było już nikogo z odpoczywającej wcześniej grupy turystów. Od tego miejsca zaczynamy nabierać wysokości mozolnie wspinając się Zadnią Doliną Jaworową. Wygody nocnej podróży, plecaki i doskonałe przygotowanie kondycyjne nabywane każdego dnia przez kilka godzin za biurkiem powoduje, że na Lodowej Przełączy stajemy około godziny 18-tej, kiedy to już planowaliśmy być w schronisku. Jesteśmy za to sami, wokół nie widać już żadnego turysty, wieje (jak to na przełęczy) i w końcu trzeba zacząć schodzić (jak to z przełęczy).

Jak pisze Grzegorz Grupiński:

A to dopiero początek nieporozumień. Bo Lodowa Przełęcz po słowacku to bynajmniej nie Ľadové sedlo (ta nazwa oznacza „polską” Śnieżną Przełęcz), lecz Sedielko. Gdy spotkają się tam Polak i Słowak, może dojść do prawdziwej kłótni. Zapytani, po której stronie przełęczy jest Mały Lodowy Szczyt, wskażą dwie dokładnie przeciwne strony. Dla nas Małym Lodowym jest szczyt pomiędzy Lodową Przełęczą i Czerwoną Ławką, który dla Słowaka nazywa się Široká veža. Zaś Malý Ľadový štít wznosi się po drugiej stronie przełęczy i po polsku zwie się Lodową Kopą.[lodowa-przelecz]

Kolega mamrocze coś o klasycznym błędzie Birkenmajera – w nawiązaniu do jednego z artykułów[błąd], nie wiedząc zapewne, że związany jest z nim także wątek naszego rodzinnego Inowrocławia.

Prof. Wincenty Birkenmajer (…) uczył języka polskiego, propedeutyki, filozofii i historii. (…) Jeden z jego wychowanków, tak go charakteryzuje: Wyglądu niepozorrnego, na co składała się szczupła postać, rudawe włosy, blada cera, nieco odstające uszy i zaczerwienione oczy. Był encyklopedycznie wykształcony w wielu dziedzinach  wiedzy. On dawał wskazówki i przy budowie pierwszych radioodbiorników. On służył pomocą w matematyce i fizyce. On był tak odważny, że skrócił sztywny program języka polskiego, który właściwie kończył się na pozytywizmie, a co najwyżej na Reymoncie i Żeromskim. Potrafił zainteresować nas literaturą najnowszą, wyłowić pozycje o nieprzemijającej wartości… Rozsmakował nas w literaturze obcej którą znał gruntownie, w czym pomagała mu znajomość kilku obcych języków. Kochał teatr i w nas zaszczepił to zamiłowanie. Nauczył logicznego rozumowania, jasnego konkretyzowania myśli… (…) Opinia ucznia o swym profesorze znalazła autorytatywne potwierdzenie dyrektora gimnazjum. Na uwagę o zbyt abstrakcyjnym prowadzeniu lekcji przez pana Birkenmajera, na chwytanie się metodyki niezrozumiałej dla uczniów, Dyrektor oświadczył, że metodyka pana Birkenmajera jest zupełnie zrozumiała, filozofii na lekcji nie wprowadza, żąda jedynie odpowiedzi logicznych.[kasprowicz]


P1130092.JPGP1130098.JPGP1130105.JPG

Pierwsze łańcuchy, drewniane umocnienia i z każdym krokiem jesteśmy coraz bliżej schroniska, coraz niżej… a niedługo także coraz ciemniej. Do chaty Tery’ego dochodzimy już po zmroku, o światłach latarek, nawet z pewnym trudem odnajdując pogrążone od tej strony w ciemnościach schronisko. Zanim na dobre ułożymy się do snu na podłodze (pod czujnym okiem legendarnego już chatara)[chatar] zdążymy jeszcze wypróbować wersję drzemki na ławce albo z głową opartą o stół…

Schronisko wstaje wcześnie… Wczorajszy widok podejścia na Priečne sedlo jakoś mnie nie zachęca więc wykazujemy sporą dozę braku decyzyjności siedząc nad brzegiem jednego ze stawów spiskich. W końcu schodzimy Doliną Małej Zimnej Wody i dalej magistralą tatrzańską aż do Śląskiego Domu.


P1130116.JPGP1130128.JPGP1130145.JPG

Śląski dom

Leniwy plan na resztę dnia jest następujący: a) wynajęcie pokoju b) konsumpcja kawy. Po krótkim rozeznaniu w hotelowej recepcji następuje konieczna zmiana planu na a) konsumpcja kawy b) zejście do Tatrzańskiej Polanki c) przejazd do Szczyrbskiego Plesa d) poszukiwanie noclegu. Istnieje jeszcze możliwość kilkugodzinnego marszu do schroniska przy Popradzkim Stawie, ale już wiemy, że tam na nocleg też nie możemy liczyć… Ostatecznie zasypiamy w pokoju **** hotelu Panorama. Zarówno przystępna cena  jak i zagubienie obsługi wskazują chyba na rozruchowy etap działania tego futurystycznego kompleksu.


P1130206.JPGP1130225.JPGP1130239.JPG

Hotel wstaje później…

Leżymy nad brzegiem jednego z Żabich Stawów, ktoś się wspina na Żabiego Konia, tłumy turystów schodzą z Rysów, czekamy… nigdzie nam się nie spieszy. Kiedy w końcu ten praktycznie jednokierunkowy o tej porze ruch nieco słabnie leniwie kontynuujemy wędrówkę do chaty pod Rysami – planowanego celu dzisiejszego dnia. Chata pod Rysami nie robi dobrego górskiego wrażenia: plac budowy blaszanego schronu, dobiegająca z radia, towarzysząca robotnikom muzyka odbija się od skalnych zboczy. Dostrzeżona z niemałym trudem reszta uroku tego miejsca pryska kiedy okazuje się, że ani w środku, ani nawet na zewnątrz, gdzieś na ławce, pod stertą desek miejsce na nocleg dla nas się nie znajdzie. Słowacka pętla zaczyna się zaciskać… Pewnego rodzaju złość na braci Słowaków, może zawód, powodują, że dość szybko znajdujemy się na Przełęczy Waga, mijamy dobre miejsce na awaryjny nocleg i niedługo później stajemy na samych Rysach. Dla mnie jest to powrót po… 16 latach! Byłem młodszy (to na pewno), może nie głupszy, ale mniej doświadczony i (zapewne) szczuplejszy. Można powiedzieć, że jest pięknie (spora część w takim miejscu pisze, że „widoki wynagradzają trudy wędrówki”), choć podziwiania tego widoku dzisiaj nie planowaliśmy i dobre samopoczucie wydaje się być nieco wymuszone. Poza nami pojedyncze osoby. Miejsce w niczym nie przypomina tłocznego wierzchołka choćby sprzed dwóch godzin. Dla dopełnienia scenerii zauważam swoje odbicie na chmurze przewalającej się między Rysami a Wysoką. Jest! Widmo Brockenu – zjawisko tyleż widowiskowe co owiane nieprzyjemną legendą. Fizyczne podstawy jednak mocniej przemawiają do inżynierów niż przesąd spopularyzowany przez Szczepańskiego (i serial „Ratownicy”!) więc chyba plecaka nie wrzucę do szafy.


P1130243.JPGP1130246.JPGP1130248.JPG

Zaczynamy schodzić. Łańcuchy dają pewne oparcie, schodzi się bardzo przyjemnie (choć kolega nie podziela tego poglądu). Gdzieś na wysokości ostatnich ułatwień słońce całkowicie zachodzi… Wojtek odbiera telefon od swojej najdroższej matki: siedzę, patrzę sobie na Morskie Oko. Prawda! Siedzi, patrzy na staw położony… kilkaset metrów niżej. To taka odwieczna gra matki z synem. On jej czegoś nie mówi, żeby się nie denerwowała, ona się martwi, bo wie, że on jej nie mówi wszystkiego.

Zatrzymujemy się dopiero na północno-zachodnim brzegu Czarnego Stawu. Jestem zmęczony, kładę się na moment na zimnej skale… Do niezliczonych światełek gwiazd dołącza się kilka płomyków zapalonych pod krzyżem zniczy.

Próg schroniska przekraczamy o 22.00, zasypiamy gdzieś pod stołem na werandzie…

Dziennik
15 września 2011 r. (czwartek)
Łysa Polana, Tatranská Javorina (Jaworzyna Spiska) Javorová Dolina, Sedielko (Lodowa Przełęcz), Téryho chata (Schronisko Téry’ego)

16 września 2011 r. (piątek)
Téryho chata (Schronisko Téry’ego) Studená Dolina (Dolina Małej Zimnej Wody), Zamkovského chata (Schronisko Zamkowskiego) Obròvský vodopád, Rainderova chata, Hrebienok / Bilíkova chata, Sliezsky dom (Śląski Dom), drogą do miejscowości Tatranská Polianka (Tatrzańska Polanka), pociągiem do miejscowości Štrbské Pleso (Szczyrbskie Jezioro)

17 września 2011 r. (sobota)
Štrbské Pleso (Szczyrbskie Jezioro) chata Popradské pleso (Schronisko przy Popradzkim Stawie) Žabia dolina, Chata pod Rysmi, Rysy, Schronisko przy Morskim Oku



fot. Włodzimierz Kozłowski

Przypisy    (↵ returns to text)

  1. Tak było kiedy zaczynałem pisać tę relację. Zima długo nie przychodziła, aż w końcu przyszła. Po niej z kolei, jak można było sądzić, przyszła i wiosna. Zanim dokończyłem, zdążyliśmy popsuć jeden samochód (coś chrupnęło) i rozbić kolejny (Ale jaki to był huk!). Nie mogłem jednak zawieść pokładanego zaufania kolegi Grzegorza Koguta R., który … w assecowej kuchni nieraz dopytywał mnie o ten wpis. Przyszło w końcu lato, urodził mi się drugi syn. O ile tego pierwszego mogłem się spodziewać, to o nadejściu tego drugiego, depcząc po słowackich ścieżkach nie mogłem mieć pojęcia. I idzie kolejna zima, a syn już prawie chodzi…
  2. Grzegorz Grupiński, Durny szczyt Stalina [w:] npm magazyn turystyki górskiej, 08/2012
  3. Sebastian Fijak, Błąd Birkenmajera [w:] npm magazyn turystyki górskiej, nr 7 (124), lipiec 2011 r., s. 42-45
  4. Historia Gimnazjum i Liceum im. Jana Kasprowicza w Inowrocławiu 1855 – 1985 pod redakcją Ryszarda Kabacińskiego. Część I. Inowrocław 1995, ss. 130 – 131.
  5. Jan Latała, Terinka wybrała Mira [w:] npm magazyn turystyki górskiej, nr 12 (105), grudzień 2009 r., s. 58-61

3 przemyślenia nt. „Słowacka pętla

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *