Wielkanoc nad Morskim Okiem

Podaj dalej...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Staje się powoli tradycją ze ekipa (lub jej część) wyjeżdża powędrować w czasie Wielkanocy. Tym razem z Mateuszem zaplanowaliśmy wyjazd w Tatry, a konkretnie w najwyższy szczyt ich polskiego fragmentu czyli Rysy. Początkowo plan zakładał przejście z Kuźnic przez Zawrat, następnie „5” na szczyt. Po konsultacjach ze znajomymi stwierdziliśmy, że ze względu na ograniczenie czasowe lepiej będzie zacząć od końca, czyli najpierw wejść na Rysy a następnie „się zobaczy”.


Zarówno z powodów czasowych jak i ekonomicznych postanowiliśmy, że drogę do Zakopanego pokonamy samochodem. Podróż rozpoczęliśmy 23 kwietnia o godzinie 2 w nocy z Poznania. Minęła chwila, pojawił się Wrocław, potem Gliwice, Oświęcim, Wadowice i Zakopane. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w bliżej nieokreślonej miejscowości, aby tradycyjnie, poświęcić turystyczną święconkę (wydaje mi się, że bardziej z powodów tradycjonalnych niżeli religijnych).

_MG_4362.jpg Do celu samochodowej podróży, czyli parkingu w Palenicy Białczańskiej dotarliśmy przed godziną 10. Szybkie ogarnięcie plecaka i sprzętu i możemy żwawo ruszać w górę. Droga na Morskie Oko zajęła nam niecałe 2 godziny. Tam skubnęliśmy co nieco ze święconki i z reszty przygotowanego gastro-bagażu. Po zarezerwowaniu pryczy w schronisku i rozpakowaniu zbędnego balastu ruszyliśmy na szczyt około godziny 12 przy słoneczniej pogodzie. Droga na Czarny Staw, początkowo dobra ale pod koniec odrobinę problematyczna z powodu sporej ilości mokrego śniegu, zajęła nam około 35 minut. Tam podczas chwili postoju zdecydowaliśmy, że dalej pójdziemy prawą stroną Czarnego Stawu. Na tym etapie już wymagane było użycie raków. Droga brzegiem Czarnego nie sprawiła większego kłopotu. Zmęczenie zaczęło się pojawiać podczas pokonywania Zadniego Piarga. Nieprzetarty, mokry i ciężki śnieg nie zachęca do wędrówki po nieprzespanej nocy. W połowie Długiego Piarga byliśmy około 15. Po drodze spotkaliśmy dwóch wędrowników, który schodzili do schroniska po nieudanej próbie wejścia na szczyt. Po krótkiej przerwie postanowiliśmy zawrócić. Idąc dalej w takim tempie na szczycie bylibyśmy dopiero po zmroku, a wracanie po ciemku gdy co chwile słychać osuwający się śnieg nie jest najlepszym pomysłem. Wycieńczeni w schronisku byliśmy około godziny 19.

IMG_4365.jpg Po doświadczeniach pierwszego dnia na drugi i trzeci zaplanowaliśmy lżejszą trasę. Po śniadaniu wyruszyliśmy do „5” przez Szpiglasową Przełęcz. Trasa w większości pokryta śniegiem nie sprawiła problemu. Podczas schodzenia z przełęczy przydały się raki. W schronisku byliśmy około godziny 17. Resztę dnia spędziliśmy na spożywaniu procentowego napoju w postaci mieszanki wiśniówki i wina :)

Poniedziałek wielkanocny zastał nas ogólno-schroniskową bitwą wodną. Jako, że nie za bardzo chcieliśmy wracać mokrzy do samochodu szybko się zwinęliśmy i ruszyliśmy w stronę parkingu. Po kilku godzinach dotarliśmy do punkty wyjścia.

Nie da się ukryć, że przeceniliśmy trochę swoje możliwości. Jednak taki rajd na szczyt nie był w zasięgu naszych nóg, ale doświadczenie zdobyte jest dla bezcenne. Następny cel to Jabal Toubkal w Maroko najprawdopodobniej we wrześniu, oczywiście nie obędzie się bez relacji.

fot. Maciej Winnicki

Jedno przemyślenie nt. „Wielkanoc nad Morskim Okiem

  • Taka Wielkanoc to coś niezwykłego i wyjątkowego. Po co siedzieć w pensjonatach czy karczmach jak można spędzić prawdziwie górską Wielkanoc z wielkanocnym plastikowym pojemniczkiem zamiast z wiklinowym koszyczkiem? ;) Super sprawa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *