Wyprawa Gorce 2009

Kilkanaście zdań o tym jak wygląda wielkanocne śniadanie na Turbaczu

dzień 1 (11 kwietnia 2009)

Wyruszam o 1 w nocy z Inowrocławia w kierunku Konina. Po drodze w Ślesinie zabieram pozostałą część ekipy. Maciasa i nasz support-team Matiego. Po drodze zwiedzamy muzeum w Oświęcimiu – Birkenau oraz święcimy nasze wyprawowe potrawy w Wadowicach. Docieramy do Nowego Targu Kowańca około 13.00 po czym od razu ruszamy żółtym szlakiem w kierunku Turbacza. Wg tabliczek powinniśmy być na miejscu po 2,5 godzinach, niestety zalegający w wielu miejscach mokry i ciężki śnieg skutecznie spowalnia nasze ruchy. 12 godzin za kierownicą i brak snu też robi swoje co powoduje, że zawsze idę jakieś 5-10 minut za resztą ekipy. Mijając kapliczkę papieską, w oddali widząc harcerską chatę “Bene” docieramy do schroniska. Bierzemy najtańszą opcję noclegową i udajemy się do jadalni na obiad: tuńczyk w sosie kukurydziano-groszkowym z kaszą kus-kus. Jeden z lepszych górskich obiadów jakie jadłem. Niestety ciszę i harmonię górskiego schroniska zakłóca banda pijanych i pijących nadal “górali”. Przyjechali skuterami, ciekawe jak wrócili po pijaku do domu… Po obiadku krótka dżemka, którą przerywa mi Mati zadowolony i krzyczący, bo stworzył  bałwana przed schroniskiem. Kończymy dzień szybko, przed nami bardzo wczesna pobudka.

nasza święconkamega gastrobałwan Matiego

dzień 2 (12 kwietnia 2009 – Wielkanoc)

Wstajemy przed 6.00. Iście Wielkanocne śniadanie: biała kiełbasa, jaja na twardo, sałatka, i różne ciasta, wszystko podane na ładnych świątecznych serwetkach. O 7.30 już jesteśmy na szlaku, niestety Turbacz powitał nas mgłą bardzo gęstą. Powoli schodzimy w bardzo nieprzyjemnym śniegu. Podążamy po dość świeżych śladach, przez co zgubiliśmy szlak za Halą Długą i trzeba się było trochę cofnąć. Im schodzimy niżej mgła jest mniejsza i coraz mniej śniegu. Ścieżka miejscami zamienia się w mały potok, “zima spływała nam pod stopami…”. Pierwszy dłuższy postój i herbatka przed Przełęczą Knurowską. Przeszliśmy odcinek jakąś godzinę lub półtorej dłużej niż na mapie, podejmujemy decyzję o dalszej drodze. Ku naszemu zdziwieniu pogoda się poprawia, śniegu prawie brak, idziemy południowym stokiem i stąd ta poprawa warunków. Około 17.00 dochodzimy na Lubań po morderczym podejściu. Nie było jednak dość mordercze dla dwójki “trampkarzy”, którzy pokonali podejście w ekspresowym tempie, po czym zeszli zaraz na dół… Przygotowujemy kolejne mega gastro, szybka herbata ze stopionego śniegu i ruszamy na dół. Już po zmroku po godzinie 20.30 dochodzimy do Krościenka, gdzie zostajemy miło przyjęci przez naszych gospodarzy. Polecam to miejsce noclegowe.

fot. Wojciech Smolak

fot. Mateusz Dolata

fot. Maciej Winnicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *