Wspomnienia z Zawratu

Podaj dalej...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on Twitter

Wojciech SmolakWojciech Smolak: Wiele rozmów z Włodkiem poświęciliśmy, by przypomnieć sobie jak to było z naszą próbą przejścia Orlej Perci. Rzecz działa się w ostatnich dniach sierpnia 2001 r. Wtedy to w ramach przygotowań do Zlotu Wędrowników Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej z okazji 90-lecia harcerstwa polskiego udaliśmy się do Niedzicy. Przez kilka dni w pocie czoła przygotowywaliśmy teren pod przyjazd wędrowników, aż nadszedł czas na chwilę wytchnienia – wycieczka w Tatry. Naszym celem – część Orlej Perci od Zawratu do Koziego Wierchu. Przynajmniej tak mi się teraz wydaje. Pojęcia nie miałem o chodzeniu po górach, a tym bardziej sprzętu… Za duże buty wojskowe z demobilu, wyciągnięty wełniany sweter, kultowa kostka na plecach z wrzynającymi się w barki sprzączkami i kurtka przeciwdeszczowa, która na całe szczęście szybko schła po równie szybkim przemoczeniu. Tatry kojarzyły mi się z Morskim Okiem, do którego swego czasu maszerując asfaltem doszedłem podczas kolonii letnich mając lat może jedenaście czy dwanaście.

Włodzimierz KozłowskiWłodzimierz Kozłowski: Próba przejścia Orlej Perci to chyba za dużo powiedziane. Chłopakom wycieczka naprawdę się należała. Pracowali dużo więcej niż planowaliśmy. Zawsze mi się wydawało, że w planach mieliśmy przejście jedynie fragmentu od Zadniego do Skrajnego Granatu. To stosunkowo krótki odcinek, który przeszedłem będąc pierwszy raz w życiu w górach w wieku trzynastu lat, zawsze to jednak odcinek legendarnego tatrzańskiego szlaku. Odcinek, o którym wspomina Wojtek to jednak kilka godzin trudnego szlaku.

WS: Mnie wydaje się jednak, że od razu mieliśmy iść na Zawrat, a potem w lewo. Całkiem możliwe, że sobie to tylko ubzdurałem. Cały czas po głowie chodziła mi „Orla Perć”, a tam jej początek. To miało być wielkie COŚ do osiągnięcia, o czym myślałem od wielu miesięcy przed wyjazdem.

Rozpoczęliśmy w Kuźnicach. Kolejnym punktem, który pamiętam to pierwszy odpoczynek i drugie (albo nawet pierwsze, z racji bardzo wczesnej pory wyruszenia z Niedzicy) śniadanie w schronisku na Hali Gąsienicowej. Chyba mieliśmy dobre tempo, bo wierzyliśmy, że damy radę przejść zakładany odcinek perci. Wszelkie plany zniweczyła nagła burza, która  zaskoczyła nas przed dotarciem na Zawrat. Dużo czasu pochłonął ten nieplanowany postój. Jak zwykle góry pokazały swą mądrość, z którą nikt z nas nie zamierzał dyskutować. Z dzisiejszego punktu widzenia, z racji ciut większego doświadczenia cieszę się, że odpuściliśmy.  Zamiast na Kozi Wierch poszliśmy przez Świnicę na Kasprowy Wierch. Bardzo dobrze pamiętam mój upadek na stoku Świnicy…

WK: Burza musiała nas zastać jeszcze przed Zmarzłym Stawem, albo już wcześniej zmieniłem plany i kierowaliśmy się na Zawrat. Z drugiej strony odcinek przez Świnicę też nie jest najprostszym z możliwych. Cóż, pamięć już zawodzi i szczegółów nie jestem sobie w stanie przypomnieć.

WS: Ta wycieczka była dla mnie pierwszym spotkaniem z wysokimi górami. Łańcuchy, eksponowane ścieżki zrobiły ogromne wrażenie. Od tego czasu nie miałem okazji podziwiać widoków w Tatrach Wysokich. Z niecierpliwością czekam na zimowy kurs turystyki górskiej.

WK: Ja jakoś nie zapamiętałem swojej bytności na Świnicy. Jeszcze do niedawna gdyby mnie ktoś zapytał o ten szczyt, to w pierwszym odruchu bym odpowiedział, że nigdy na nim nie byłem. Być musiałem bo na Kasprowym zakończyliśmy naszą wędrówkę. Wojtek powiedział mi też kiedyś, że pierwszym odruchem po jego upadku, którego nie zauważyłem, był strach, że dostanie ode mnie, mówiąc delikatnie, ostrą reprymendę. Jesteśmy już kilka lat starsi i od tego czasu relacje między nami uległy zasadniczej zmianie.

Zakopane – Kuźnice szlak żółty Dolina Jaworzynki szlak niebieski Hala Gąsienicowa, Zawrat szlak czerwony Świnica (2301), Kasprowy Wierch (1987)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *